[npm 9/2010] Orla Perć- Sześć godzin górskiej przygody

npm 9/2010
Marzenie tysięcy turystów odwiedzających Tatry, które dla wielu potrafiło być ziszczeniem się snów o podniebnej podróży śladem orłów i kozic. Mimo wielu kłótni, sporów o to, by ją zmienić czy w ogóle zlikwidować – ona trwa niczym góry, w których jej idea została napoczęta. Po prostu – Orla Perć.

Odległość tak naprawdę niewielka, bowiem niecałe cztery kilometry dzieli stojącą na początku Orlej na Zawracie (2159 m n.p.m.) od jej obecnego końca na Przełęczy Krzyżne (2112 m n.p.m.). A jednak właśnie w tym miejscu Tatry Wysokie doskonale pokazują, jakich zaburzeń czasoprzestrzeni może doświadczyć w górach turysta. Czas potrzebny bowiem do przejścia odległości, którą w mieście pokonuje się na piechotę w niecałe 40 minut, na górze oscyluje wokół sześciu, a nawet ośmiu godzin. Wynika to, oczywiście, z ukształtowania terenu, skalnych przeszkód, z jakimi musimy się zmierzyć, a także z faktu, że pod nogami często możemy tu poczuć dużą ilość powietrza.
Na początku musimy ustalić jedno: wbrew obiegowej opinii do naszego szlaku nie należy przejść przez Świnicę. I to mimo faktu, że odcinek od niej do Zawratu bywa niekiedy nieprawidłowo określany mianem „Małej Orlej Perci”. Najtrudniejszy szlak w polskich górach, oznaczony kolorem czerwonym, zaczyna się na Przełęczy Zawrat, gdzie w 1904 roku ksiądz Walenty Gadowski wraz z Klimkiem Bachledą osadzili statuetkę Matki Boskiej Niepokalanej. Z tego też powodu miejsce to określa się niekiedy najwyżej położonym sanktuarium w Polsce.
Orlą Perć można podzielić na trzy różniące się nieco charakterem odcinki. Pierwszy obejmuje fragment od Zawratu aż po Kozi Wierch (szlak jest tu wyłącznie jednokierunkowy!), drugi od Koziego Wierchu do Skrajnego Granatu i ostatni, obecnie uważany za najtrudniejszy, to odcinek wiodący do Skrajnego Granatu przez Buczynowe Turnie aż po Przełęcz Krzyżne. Dawniej, to jest do 1932 roku, szlak ciągnął się jeszcze dalej przez Wołoszyny, by zakończyć się na Polanie pod Wołoszynem. Od tamtej jednak pory odcinek ten stanowi ścisły rezerwat przyrody, niedostępny dla ruchu turystycznego.

Od Zawratu na Kozi tylko w jedną stronę
Do Zawratu można dotrzeć na parę sposobów: czerwonym szlakiem z górnej stacji kolejowej na Kasprowy Wierch przez Świnicką Przełęcz (2051 m n.p.m.), niebieskim z Doliny Pięciu Stawów Polskich lub niebieskim z leżącego na Hali Gąsienicowej schroniska Murowaniec.
Ja docieram tu tym ostatnim wariantem. Na samej przełęczy spotykam tłumy opalających się turystów. Wydaje się, że na jej charakterystycznej platformie brakuje tylko… wypożyczalni leżaków. Stąd czerwonym szlakiem zaczynam swoją wędrówkę po myśli księdza Gadowskiego, wspinając się na okoliczne skałki, aż pod sam szczyt Małego Koziego Wierchu (2228 m n.p.m.). Na tym odcinku po lewej stronie towarzyszy nam łańcuch, ale bardziej wytrawni turyści poradzą sobie i bez niego, bo z łatwością można tu pokonywać metry, chwytając się oburącz skał.
Przy samym Małym Kozim warto się zatrzymać na dłużej, zwłaszcza przy dobrej pogodzie, bo widoki na Tatry Wysokie są imponujące. Panorama z Małego Koziego już w XIX wieku zyskała uznanie Karla Kolberheyera, jednego z najlepszych znawców Tatr i twórcę jednego z lepszych przewodników tatrzańskich z tego okresu („Die Hohe Tatra”). Teraz czas na początkowo łagodne, a później już bardziej strome zejście po skałkach w kierunku Zmarzłej Przełączki Wyżnej. Łańcuch umieszczono tu wysoko, trzeba więc bardzo uważać – poślizgnięcie może się zakończyć w leżącym niżej Żydowskim Żlebie, którego ścianę trawersujemy po małych, stromych stopniach w dół. Kilkanaście niebezpiecznych metrów pokonujemy żlebem zwanym Honoratką. Tu warto dodać, że jest on zakończony niewidoczną na szlaku przepaścią i, co gorsza, często zalega w niej śnieg. Dlatego też należy zachować w tym miejscu szczególną ostrożność.
Na Zmarzłych Czubach przechodzimy na północną ścianę grani, a następnie pokonujemy pochyłą płytę z poręczą łańcuchową, by z pomocą kilku klamer znaleźć się na Zmarzłej Przełęczy (2126 m n.p.m.). Przełęcz ta zanana jest przede wszystkim z niezwykłego świadectwa wietrzenia granitu – skalnego chłopka stojącego na zdawałoby się wątłym postumencie. Oprócz wspaniałych widoków, analogicznych do Małego Koziego Wierchu, często możemy tu podziwiać zmagania wspinaczkowe kursantów na południowych zerwach Zamarłej Turni.
Teraz czeka nas obejście grani Zamarzłej Turni (często leżą tu płaty śniegu!), a następnie wspinaczka po skałach (za pomocą drabinki z klamer i łańcucha) na jej górny taras. Gdy osiągamy jej koniec, naszym oczom ukazuje się najsłynniejszy motyw Orlej Perć– ośmiometrowa drabinka sprowadzająca nas w stronę Koziej Przełęczy (2137 m n.p.m). I, co tu dużo mówić, nie jest ona w najlepszym stanie: pogięte, cienkie, niekiedy sztukowane szczeble i rdzewiejące mocowanie drugiej, dolnej sekcji nie wzbudza zaufania.  Tym bardziej, że sama drabinka kończy się tuż nad przepaścią. Ale satysfakcja z pokonania tego odcinka wynagradza wszystkie nieuniknione w tym miejscu lęki.
Żeby zejść z drabinki, należy zrobić spory krok w lewo – zejście na wprost niechybnie kończy się lotem do Koziej Dolinki. Na Kozią Przełęcz docieramy za pomocą ciągu łańcuchów. Tu czerwony szlak spotyka się z żółtym – z jednej strony prowadzącym do Zmarzłego Stawu i dalej do Doliny Gąsienicowej, a z drugiej do Doliny Pięciu Stawów Polskich i na Szpiglasową Przełęcz.
Zgodnie z żółtymi znakami podążamy w dół w stronę Pustej Dolinki, a następnie odbijamy w lewo i, korzystając z pomocy łańcuchów, pokonujemy skalny gzyms. Dochodzimy do skalnej półki, a następnie za pomocą klamer osiągamy miejsce, gdzie ponownie pojawiają się czerwone znaki. Tu żegnamy się z żółtym szlakiem, skręcając w lewo i docierając do ścianki, którą pokonujemy, ponowienie korzystając z drabinki, utworzonej przez 13 klamer i łańcuch. Dawniej w tym miejscu również była drabina, ale w latach 90 ubiegłego wieku zastąpiono ją obecnym rozwiązaniem. Nad nimi rozpościera się wygodny taras, mogący być miejscem odpoczynku i doskonałą widownią do przeglądania się teatrzykowi pod tytułem „Drabinka nad Kozią Przełęczą”.
Dalej czeka nas już miła wspinaczka po litej skale bez przesadnej liczby łańcuchów. I wreszcie – osiągamy zachodni wierzchołek Kozich Czub, potem kolejny, by wreszcie dotrzeć do najwyższego z nich. Ten odcinek z pewnością wymaga wzmożonej uwagi – znowu mamy bowiem do czynienia z pochyłymi płytami. Łańcuchy i klamry pomogą nam teraz zejść urwistą rynną w stronę Koziej Przełęczy Wyżnej. I mimo to, że wcześniej spotykaliśmy ich naprawdę wiele, tym razem mam wrażenie, że jest ich za mało (tym bardziej, że stopnie są dość małe i wyślizgane!). Zdaniem niektórych właśnie to miejsce jest najtrudniejszym technicznie na całej Orlej Perci. Schodząc z Kozich Czub, korzystamy najpierw z czterech klamer, a potem z wątłych stopni sprowadzających nas z pionowego komina aż na maleńką platformę przełęczy.
Teraz pozostaje już tylko miła wspinaczka na sam Kozi Wierch (2291 m n.p.m.). Trzeba tylko pokonać komin, który z daleka może się wydawać straszny, ale w rzeczywistości nie powinien nastręczać dodatkowych trudności. Na koniec zostaje jeszcze płyta z klamrą i już naszym oczom ukazuje się tabliczka informująca o końcu szlaku jednokierunkowego. A to oznacza tylko jedno – znajdujemy się na szczycie Koziego Wierchu. Pierwsza część trasy za nami.

Spacerkiem z Koziego Wierchu na Skrajny Granat
Czas na odcinek, który szczerze polecam wszystkim zaczynającym dopiero przygodę z Orlą Percią. Na Kozi Wierch dotrzeć wtedy najlepiej prosto ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (około dwugodzinna wędrówka). Na proponowanej trasie spotykamy niewielkie trudności skalne, odpowiednio ubezpieczone za pomocą łańcuchów i klamer.
Zanim jednak ruszymy w dalszą drogę, warto dobrze odsapnąć na Kozim Wierchu. Bo mimo, że wszyscy wymieniają Rysy jako najwyższy szczyt Polski, to mało kto pamięta, że to właśnie Kozi jest najwyższym szczytem położonym w całości na terenie naszego kraju. Tutaj też widok jest niesamowity – przed nami rozciąga się Krywań, Mur Hrubego, Rysy, Wysoka, Gerlach i Tatry Bielskie. Za plecami mamy Tatry Zachodnie i Halę Gąsienicową.
Czerwony szlak prowadzi najpierw w prawo, schodząc razem z czarnym na południową stronę grzbietu. Tu następuje rozwidlenie szlaków, a my wędrujemy dalej za znakami Orlej po połogich zboczach, dosyć mocno obniżając się względem postrzępionej grani. Dopiero nieopodal samego skalnego koryta żlebu szlak wchodzi na wąski gzyms, sprowadzając nas na dno.
Osiągamy charakterystyczną, widowiskową Przełączkę nad Buczynową Dolinką (2225 m n.p.m.), skąd idąc w lewo, rozpoczynamy zejście niezwykle piarżystym Żlebem Kulczyńskiego. Musimy nim uważnie podążać w dół – cały jest bowiem wypełniony rumoszem, ochoczo ruszającym spod stóp turystów idących wyżej. W czasie gdy na szlaku panuje duży ruch, trzeba tu mieć naprawdę oczy dookoła głowy. Tutaj też możemy zejść z Orlej Perci i kontynuować wędrówkę za czarnymi znakami, prowadzącymi do Koziej Dolinki. Czerwony szlak skręca jednak pod kątem prostym w prawo, a my za nim, zostawiając żleb po lewej stronie. Czeka nas teraz kilku ruchów po kolejnej półce skalnej, a pod Czarnym Mniszkiem całkiem miły komin (zaopatrzony w łańcuchy i Klary), wyprowadzający na kolejny trawers.
Czas na najbardziej emocjonujący fragment tej części wędrówki – czerwony szlak doprowadza nas bowiem do miejsca, gdzie za pomocą łańcucha musimy wykonać duży krok przez szczelinę o szerokości około jednego metra. I uwaga –  w tym miejscu, podobnie jak przy drabince sprowadzającej do Koziej Przełęczy, mogą się tworzyć zatory na szlaku. Powietrze pod nogami robi swoje, mimo, że owa „przepaść” ma zaledwie kilkanaście metrów głębokości.
I tak oto, pokonując płyty i piargi, dochodzimy w końcu na wierzchołek Skrajnego Granatu (2225 m n.p.m.), kończąc drugą część naszej wędrówki. Wpatrzeni w niezwykle pięknie prezentującą się stąd Żółtą Turnię (2087 m. n.p.m.), odpoczywamy i zbieramy siły przed ostatnim, najdłuższym i najtrudniejszym odcinkiem.

Akt ostatni, czyli na Krzyżne
A wymaga od nas szczególnej ostrożności. Przede wszystkim podkreślić trzeba, że bardzo często napotkać tu możemy kruchą skałę i, co za tym idzie, dużo ubezpieczeń w postaci łańcuchów, klamer, a także kolejnej na szlaku, tym razem czterometrowej drabinki. Z powodu problemów z utrzymaniem tego odcinka Orlej w należytym stanie władze TPN kilka razy zmuszone były go zamknąć, ostatnio w latach 90. ubiegłego wieku podczas generalnego remontu szlaku. Co roku trzeba też tu naprawiać uszkodzenia powstałe po obrywach i osunięciach skał.
Ale dość straszenia – wracamy na szlak. Ze Skrajnego Granatu, wspomagani łańcuchami, schodzimy w stronę Przełęczy Granackiej (2145 m n.p.m.). Stamtąd za pomocą łańcucha wchodzimy do żlebu, a następnie w solidnej ekspozycji, idąc w poprzek Wielkiej i Małej Turni, ponownie za pomocą łańcucha przechodzimy na drugą stronę grani, omijając po drodze Orlą Basztę (2177 m n.p.m.). 12-metrowy kominek wyprowadza nas na trawiaste zbocze i dalej na Pościel Jasińskiego, zawdzięczającą podobno swą nazwę kłusownikowi, który w sobie tylko wiadomy sposób dotarł aż w to miejsce i po kilkudniowych, bezskutecznych próbach odnalezienia drogi zejściowej, spadł w przepaść. To idealny miejsce na krótki odpoczynek.
Następnie schodzimy stromo przy pomocy łańcucha w dół, już na stronę Doliny Pańszczycy, a potem trawersując Buczynowe Czuby w bardzo dużej ekspozycji ponad gładkimi, stromymi płytami, docieramy na grań, skąd czerwony szlak sprowadza nas na Przełęcz Nowickiego (2105 m n.p.m.).
Stąd schodzimy na północną stronę grani, mijając po drodze charakterystyczną turniczkę zwaną Budzkową Igłą. Łańcuch ponownie wyprowadza nas na stronę Buczynowskiej Dolinki. Trasa wiedzie teraz w kierunku żeber, składających się na zbocza Wielkiej Buczynowskiej Turni (2184 m n.p.m.). Trawersujemy je, by wreszcie zejść do żlebu schodzącego z Buczynowej Przełęczy (2127 m n.p.m.). Wspinamy się nim w górę, by finalnie (ponownie za pomocą łańcuchów) wyjść na grań Małej Buczynowej Turni (2172 m n.p.m.). To już właściwie koniec szlaku. Idziemy swobodnie granią, omijając turnie Ptaka i Kopy nad Krzyżnem i po relaksującym już trawersie dochodzimy do Przełęczy Krzyżne (2112 m n.p.m.), słynącej z przepięknych panoram. I tak oto dotarliśmy do końca Orlej Perci.
Teraz pozostaje już tylko podjąć decyzję, którędy wrócimy z Orlej Perci – do wyboru szlak żółty, prowadzący do Murowańca lub szlak tego samego koloru w przeciwną stronę – do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Bezpieczeństwo
•    Wbrew obiegowym opiniom Orla Perć nie jest szlakiem dla każdego i zupełnie nie nadaje się na początek kariery tatrzańskiego turysty. Do jej przejścia warto przygotować się fizycznie, tak jak do przechodzenia jej alpejskich sióstr – via ferrat (patrz „n.p.m.” nr 5/2010). Podstawą jest zabranie dobrych butów z wysoką cholewą. Świetnie sprawdzą się tu także buty podejściowe. Godnym polecenia pomysłem jest zabranie kasku – głowę mamy w końcu tylko jedną i szkoda ją stracić przez strącony z góry przez nieuważnego turystę kamień.
•    Na Orlą weźcie dużo wody – w Tatrach powyżej 2100 metrów n.p.m. praktycznie nie ma źródeł, a i niżej jest marnie. W słoneczne dni warto pamiętać również o nakryciu głowy.
•    Nie jest to szlak dla dzieci, ale jeśli koniecznie chcemy je tam wziąć, zadbajmy o odpowiednią asekurację – lina, uprząż i kask to podstawa!
•    Na Orlą najlepiej wybrać się późnym latem lub ciepłą jesienią i pamiętać o tym, że jeszcze w czerwcu, a nawet na początku lipca mogą nam grozić zlodowaciałe płaty śniegu. W zimie Orla nie jest już szlakiem turystycznym – staje się wtedy prawdziwym taternickim wyzwaniem, wymagającej umiejętności biegłego posługiwania się liną, rakami i czekanem.

Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama