[npm 8/2010] Od manierki do dromadera

„Człowiek nie wielbłąd – pić musi” – głosi nieco przekornie znane porzekadło. Pamiętajmy o tym, że w czasie górskiej wędrówki nic tak nie pozbawia nas sił jak odwodnienie organizmu. Przed ruszeniem na szlak trzeba zaopatrzyć się w odpowiednią ilość wody.

Bez jedzenia człowiek jest w stanie przeżyć nawet tydzień, czasami dwa. Bez wody jednak umiera w ciągu dwóch, trzech dni. Dzieje się tak, ponieważ nasz organizm w większości składa się właśnie z wody – to ona jest najważniejszym rozpuszczalnikiem, pozwalającym na działanie naszego organizmu i rozprowadzanie po nim substancji odżywczych. Idąc w górach, nie tylko wydychamy ją wraz z dwutlenkiem węgla, ale także pocimy się na całym ciele – pozbywając się również cennych minerałów. Dlatego też tak ważne jest, by w czasie wędrówek uzupełniać jej ilość. W zależności od indywidualnego zapotrzebowania, poziomu wysiłku, zewnętrznej temperatury, a także wysokości, na której się znajdujemy, zaleca się, by wypijać od półtora do nawet czterech litrów płynów dziennie.

Na rynku dostępny jest szereg rozwiązań, ułatwiających turyście transport wody. Począwszy od najprostszych butelek PET, w których kupujemy popularne napoje czy wodę mineralną, poprzez klasyczne butelki, wynalezione przez firmę Sigg i butelki firmy Nalgene, a skończywszy na nowoczesnych systemach hydratacji, na przykład firmy CamelBack.

Butelka butelce nierówna

Butelka PET to całkiem niezłe (i najtańsze!) rozwiązanie, służące do przenoszenia drogocennego płynu, jakim jest woda. Ale obok niezaprzeczalnych zalet ma ona także swoje wady: trudność sprawia na przykład napełnianie jej płynami, można mieć też zastrzeżenia do jej odporności na wyższe temperatury.

Pomysł na rozwiązanie tego problemu znalazła ponad 80 lat temu szwajcarska firma Sigg, której charakterystyczne, owalne butelki do dziś stanowią jeden z bardziej popularnych patentów, z których korzystają turyści. Szwajcarskie naczynia są dosyć lekkie, a poza tym od kilkunastu lat zyskały na funkcjonalności poprzez dodatkowe pokrycie ich wnętrza warstwą żywicy, która chroni napoje od stykania się z dosyć szkodliwym aluminium. Butelki te są obecnie produkowane przez wiele firm (np. Laken, Sigg), jednak we wszystkich nie usunięto poważnej wady, obecnej już w pierwowzorze – zbyt małego wlewu znacznie utrudniającego napełnianie.

By rozwiązać ten problem, wymyślono butelki z szeroką szyjką – produkowane zarówno z aluminium, jak i z poliwęglanu (materiału odpornego na wiele czynników, używanego do produkcji między innymi dowodów osobistych). W ten sposób tworzywo stosowane pierwotnie do budowy szyb w oknach batyskafów trafiło do plecaków górołazów.

Co sprawia, że producenci butelek sięgają po nie tak chętnie? Otóż, oprócz właściwości mechanicznych, zbliżonych do aluminium, poliwęglan ma jeszcze tę zaletę, że powala na stworzenie przezroczystego naczynia (w efekcie widzimy, co pijemy). Do tego dołączyć należy także doskonałą odporność na wysokie temperatury, dzięki czemu do butelki możemy wlewać nawet wrzątek.

Oczywiście, także w tej beczce miodu musi być jakaś łyżka dziegciu: kilka lat temu pojawiły się bowiem zarzuty, że używany w procesie produkcji poliwęglanu toksyczny dla nas bisfenol A może się uwalniać do gorących napojów. Tez tych nie potwierdzono jednoznacznie do dzisiaj, ale firmy, dmuchając na zimne, zmieniły surowiec do produkcji tego materiału, decydując się również na stworzenie linii produktów ze stali nierdzewnej. Tyle że, niestety, wiąże się to ze wzrostem wagi butelek.

(…)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama