[npm 7/2011] Błąd Birkenmajera- Dolina Jaworowa

Madziarzy, Niemcy, Austriacy, Słowacy – wszyscy w przeszłości przewijali się przez Dolinę Jaworową, Terinkę i ich otoczenie. Chcieliśmy pójść ich śladami.

W naszych planach majaczyły urwiste granie i strzeliste turnie, setki metrów powietrza pod stopami. Wspinaczkowe przejście grani od Małego Lodowego aż po sam szczyt Lodowego (2627 m n.p.m.) – na to czekaliśmy od dawna! Wspólnie z Bartkiem postanawiamy podjąć wyzwanie. Normalne turystyczne wyjście jakoś nas nie pociąga, zwłaszcza po wcześniejszym obfitym zimowym sezonie wspinaczkowym. Jednak – jak to zwykle bywa – jest jedno „ale”: szwankuje nam zdrowie.

Tatrzańskie Archiwum X

Początek wejścia w Dolinę Jaworową w Tatrzańskiej Jaworzynie nie wygląda źle. Pod względem trudności zielony szlak nie odbiega od tury w samo serce Doliny Strążyskiej. Płaska ścieżka, którą idziemy, otoczona jest charakterystycznymi domami z czasów, gdy cesarz austro-węgierski niepodzielnie dzierżył władzę nad tymi terenami, a książę Christian Hohenlohe na przełomie XIX i XX wieku twierdził, że góry to nic i należy je przekształcić w rodzaj parku rozrywki dla myśliwych. Wierzyć można lub nie, ale nieodległy rejon Tatr Bielskich i Jaworzyńskich książę nakazał otoczyć wysokim parkanem, by wprowadzona tam sztucznie zwierzyna nie pouciekała. A było w czym wybierać. Sprowadzono nie tylko łosie czy inną bardziej popularną zwierzynę płową, ale również takie ciekawostki, jak choćby muflony. Oczywiście nie mogło zabraknąć rodzimych kozic, wszak sam możnowładca Hohenlohe kazał sobie postawić pomnik w miejscu, gdzie w 1924 roku ustrzelił tysięczną sztukę.

Zostawiamy w tyle cały ten zwierzyniec jaworzyński i domki jegrów, mających chronić dobra księcia. Idąc w górę doliny, mijamy tylko kilku turystów.

– Właśnie za to kocham Słowację. Pustka i ogrom, których próżno szukać w polskich najwyższych górach – mówię do Bartka, zbywającego mój zachwyt milczeniem.

Dopiero przy wiacie stojącej nieopodal rozgałęzienia szlaków zielonego i niebieskiego, prowadzącego w Dolinę Zadnich Koperszadów, mój kompan przerywa ciszę.

– Wiesz, że w przeciwieństwie do Polski, tutaj można spać w wiatach turystycznych?

– Wątpię. Zresztą to dość marne schronienie na wypadek nieoczekiwanego spotkania z niedźwiedziem – odpowiadam zdawkowo, a krótka dyskusja milknie, pozostawiając temat nierozstrzygniętym.

Kiedy mijamy kolejne przełamania doliny, nasze tempo zaczyna nabierać bardziej cech żółwia niż kozicy. Po dwóch godzinach dochodzimy do Jaworowej Polany. Niestety, z drzew, które miały dać nazwę tej pięknej dolinie, nie pozostało zbyt wiele, a ponoć jeszcze 300 lat temu gęsto porastały dolinę.

Trzeba jednak zaznaczyć, że anegdot związanych z nazewnictwem tej doliny nie brakuje. Na przykład wielokrotne krzyżowe tłumaczenia z polskiego na niemiecki i vice versa tej samej nazwy doprowadziły do nazwania jednego z górnych rejonów tej doliny zegarowym ogródkiem. Ot, po prostu w gwarze spiskiej była to Uhrn Tal, ale później pomylono tę nazwę z die Uhr, czyli zegarkiem po niemiecku.

To właśnie w rejonie ogródka dolina bierze ostry skręt w stronę miejsca, gdzie las jest już tylko wspomnieniem. Teraz możemy podziwiać w pełnej krasie ograniczające całą dolinę skalne zerwy, m.in. Jaworowy (2418 m n.p.m.) i Ostry Szczyt (2367 m n.p.m.). Kłócimy się z Bartkiem o poszczególne wierzchołki i, żeby nasz spór nie zakończył się bardziej krwawo, wyciągam grochówkę i szykuję wczesny obiad. Cały ten kram musi dziwnie wyglądać na środku Zadniej Doliny Jaworowej, pod samym podejściem na Przełęcz Lodową (2376 m n.p.m.). To miejsce o tyle ciekawe, że łączy w całość kilka nie do końca wyjaśnionych historii. Jak choćby wypadek „króla przewodników tatrzańskich” Klimka Bachledy na jednej z pierwszych akcji ówczesnego Pogotowia Górskiego w 1909 roku, po enigmatyczną po dziś dzień śmierć Kaszniców i ich towarzysza wędrówki. W przedwojennej, targanej

politycznymi sporami Polsce tajemnicza śmierć warszawskiego prokuratora obrosła w niesamowite teorie spiskowe. Ot, takie małe „Archiwum X” Tatr.

Sama przełęcz to dla nas kolejny punkt wędrówki. I o ile siodło Przełęczy Lodowej nie jest fascynujące, to zejście do Lodowego Stawku potrafi dostarczyć wiele emocji. Zsuwanie się po złupkowaconej skale bez jakiejkolwiek możliwości sensownego hamowania to naprawdę niezapomniane doznanie. Dalsza droga od przełęczy do Chaty Téryho (2015 m n.p.m.) przebiega nadzwyczaj szybko, nawet jak na nasze emeryckie tempo. W Terince jesteśmy po siedmiu godzinach.

(…)

 

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

 

Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama