[npm 5/2010] Żelazo nie tylko dla orłów- jak poruszać się po via ferratach

Żelazne percie, drogi orłów – w czasie dosyć długiej historii tych wspaniałych szlaków narosło wokół nich wiele mitów i opowieści. I o ile można dyskutować, czy wejście kapitana François Antoine’a de Ville na Mont Aiguille w 1493 roku było początkiem turystyki po żelaznych perciach, to za taki początek bezapelacyjnie uznać należy wybudowanie szlaku ze sztucznymi ułatwieniami na Dachstein w Austrii w 1843 roku.

Prawdziwa era żelaznych dróg nadeszła jednak kilkadziesiąt lat później, gdy wybuchła I wojna światowa. Wtedy bowiem między państwami Ententy (m.in. Francją oraz Włochami) i Centralnymi (m.in. Austro-Węgrami i Niemcami) doszło do walki o Dolomity. Ten krwawy czas zostawił w górach po sobie nie tylko tysiące mogił, ale też mozolnie wykute sztolnie, percie i cały zasób drewnianych i konopnych ułatwień, mających pomóc wojskom w swobodnym przemieszczaniu się w tym trudno dostępnym terenie. Z czasem jednak naturalne liny ustąpiły miejsca stalowym, by się stać via ferratami – żelaznymi drogami, przemierzanymi przez tysiące turystów.

Via ferraty spotkać można było nie tylko jednak u naszych europejskich sąsiadów. Na początku XX wieku i nasz kraj mógł się pochwalić nowoczesnym szlakiem, za który uważano wtedy Orlą Perć. Niestety, dziś jest już ona tylko ubogą siostrą alpejskich dróg.

Najwyższa w Malezji

Co stanowi o wyjątkowości żelaznych perci? Via ferraty (nazywane w krajach niemieckojęzycznych Klettersteig) to jedyna w swoim rodzaju możliwość przemierzania pionowych ścian (dostępnych wcześniej jedynie alpinistom) przy stosunkowo małych wymaganiach, jeśli chodzi o umiejętności wspinaczkowe. W przeciwieństwie do iluzorycznego bezpieczeństwa, jakie dają łańcuchy na naszych rodzimych perciach, stalowa lina i przypięta do niej lonża pozwalają bardziej skutecznie zabezpieczyć turystę przed upadkiem w znajdującą się pod nim otchłań.
Dzięki temu właśnie dziś możemy je spotkać nie tylko w miejscach, w których powstały jako pierwsze (Austria, północne Włochy), ale także we Francji, Szwajcarii, Niemczech, krajach Ameryki Północnej, Japonii czy nawet Malezji. Ten ostatni kraj może się zresztą pochwalić najwyżej położoną na świecie ferratą (3776 m n.p.m.), która swoje poczesne miejsce znalazła na łamach Księgi Rekordów Guinnessa.

Co zatem zrobić, by poczuć tę odrobinę adrenaliny, zarezerwowanej dotychczas wyłącznie dla wysokogórskich wspinaczy? Podstawą jest odpowiednie przygotowanie. A to proces wieloetapowy. Zadbać trzeba bowiem nie tylko o wybór odpowiedniego rejonu i sprawy logistyczne – zapomnieć nie można przecież o odpowiedniej kondycji i sprzęcie.

Zadbaj o kondycję

Nasza via ferratowa przygoda rozpocząć musi się więc w domowych pieleszach. Wiele ferrat usytuowanych jest bowiem na sporych wysokościach, dlatego wymagają one odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, abyśmy nie padli trupem zaraz po dojściu do samego ich początku. Dodatkowo, oprócz przygotowania kondycyjnego, warto zaznajomić się z podstawami wspinaczki – na kilka tygodni przed wyjazdem zacząć uczęszczać na ściankę wspinaczkową, wyjechać w polskie skałki z doświadczonymi znajomymi lub zapisać się na kurs via ferratowy, tudzież skałkowy. Bo mimo że samo poruszanie się po takich drogach nie jest wspinaczką sensu stricto, to jednak wiedza z tej pokrewnej dyscypliny jest bardzo przydatna. Pomocne będzie też z pewnością doświadczenie zdobyte podczas tatrzańskich wędrówek, które pomoże oswoić się z ekspozycją, jaka przecież będzie nam nieustannie towarzyszyć na żelaznych perciach. Nie możemy też zapomnieć o odpowiednim ubezpieczeniu – w większości krajów ratownictwo jest płatne i realizowane przez śmigłowiec – co znacznie podraża jego koszty. Dlatego też w wypadku krajów alpejskich najlepszym rozwiązaniem jest zapisanie się do któregoś ze związków alpejskich (niemieckiego DAV lub austriackiego OEAV) – członkostwo takie daje nam nie tylko ubezpieczenie, ale też znaczne zniżki w schroniskach (dochodzące do 50%).

(…)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama