[npm 3/2007] Światło Pokoju

Tekst: Sebastian Fijak

Co roku od 20 lat austriaccy skauci zabierają mały płomień z lampy rozświetlającej Grotę Narodzenia Chrystusa w Betlejem. Skauci i harcerze przekazują go potem dalej, a sztafeta prowadzi przez całą Europę. Przez Słowację Betlejemskie Światło Pokoju dociera także do Polski- na Łysą Polanę.

Dotąd tylko miejsce przekazania płomienia łączyło to wydarzenie z górami i turystyką. Harcerze i wszyscy, którzy postanowili przyjechać po ogień w Tatry, wysiadali na krótko na polanie Głodówka, by w schronisku o tej samej nazwie uczestniczyć we mszy św. Potem wsiadali do autokarów i odjeżdżali  do swoich miast w całej Polsce.

Pomysł połączenia idei niesienia światła ze szkoleniem z turystyki zimowej zrodził się jeszcze we wrześniu , w wielkim upale! Ostatniego dnia Harcerskiej Szkoły Turystyki Górskiej , którą po raz pierwszy zorganizowano na Głodówce w 2006 r., powstała koncepcja poskromienia tatrzańskiej zimy za pomocą starej metody- z użyciem rakiet śnieżnych. Idea krótkiego przeszkolenia młodzieży, pokazania „z czym to się je”, miała tutaj dalsze zastosowanie . Betlejemskie Światło Pokoju  miało dotrzeć do schronisk tatrzańskich, niesione przez nas wszystkich , poruszających się na rakietach.

Całe przedsięwzięcie już od początku było dla nas novum- po raz pierwszy postanowiliśmy postawić na zimę i rakiety śnieżne. Zajęcia dotyczące spraw podstawowych (czym zima różni się od lata, jak się ubrać, co jeść , a czego nie, jakie buty zabrać ) są według nas często najpotrzebniejsze młodzieży zaczynającej przygodę z turystyką. Takie założenie przyświecało wakacyjnej  Szkole Turystyki Górskiej. Postanowiliśmy razem z absolwentami HSzTG zasmakować turystyki zimowej. Inicjatorami tego całego zamieszania były trzy osoby: Zygmunt Skibicki, autor książek i poradników dla różnych rodzajów turystyki, Anka Głowacka i autor tych słów- oboje przewodnicy górscy i instruktorzy harcerscy.

Lawina pomysłów ruszyła. W Czasie letnich zajęć „wbijaliśmy”  uczestnikom do głów wizje dziewiczego terenu zasypanego białym puchem i spokojnego marszu na rakietach bez cienia wysiłku poświęconego na „dziurkowanie ” nogami kopnego śniegu. „Rakiety dla każdego”- podchwycił  radośnie zaprzyjaźniony ze schroniskiem przewodnik, Ujek Stasek. Przygotowania koordynowali współpracownicy Inspektoratu Drużyn turystycznych GK ZHP.

Przed oczekiwanym  grudniowym weekendem udało się zdobyć poparcie patronów medialnych i –co najważniejsze- sponsorów sprzętowych. Teraz wystarczyło czekać na białe góry.

Śniegu jednak nie było… Jeszcze tydzień wcześniej podczas Krakowskiego Festiwalu Gorskiego, kiedy rozmawiałem z Piotrkiem o tej imprezie było 17°C- żeby była jasność- powyżej zera! Wiosna.

Szczerze się zastanawiałem czy nie przespałem wiosny niczym niedźwiedź. Cóż może czuć współorganizator imprezy zimowej, gdy widzi , że na górskich zboczach nie ma złowrogich nawisów(TOPR zniósł stopień zagrożenia lawinowego ze względu na brak śniegu), tylko zielona trawka…  Jednak wierzyliśmy do końca. Nie zrażeni aura przystąpiliśmy do realizacji planu, jaki był możliwy do urzeczywistnienia w takich warunkach.  Wraz z przyjazdem uczestników można było poczuć ulgę, bo jak zwykle ich entuzjazm i optymizm przerósł wszelkie oczekiwania. Orzekli, że rakiety być muszą i kropka. Podobne zdanie miał Ujek Stasek, który śnieg potrafi znaleźć  zawsze! Zalesiony i zacieniony teren wyciągów niedaleko schroniska był pokryty białą pierzynką. Na boisku przy Głodówce też coś się ostało. Cóż począć- trzeba działać.

W sobotni poranek zaczęliśmy od prezentacji techniki poruszania się na wynalazku, jakim są rakiety śnieżne. Na szczęście nikt się nie zraził tym, że gdzieniegdzie widać było trawę wystającą spod śniegu, a słońce wytapiało duży kawał śniegu przy schronisku. Po kilku „przymiarkach”, próbach , zabawach z rakietami na śniegu ustaliliśmy, że większej filozofii przy tym nie ma , a zabawa jest przednia! Do grona osób, które przyjechały z Wrocławia, Krakowa, Radomia, Chojnic, Olsztyna, Żor i Swarzędza dołączyły ekipy harcerskie przebywające w tym czasie w schronisku, m.in. reprezentacja województwa kujawsko-pomorskiego. Rakiety zostały oficjalnie wpisane na listę sprzętu , którym warto umieć się posługiwać. Oprócz frajdy i radochy, dużo łatwiej i szybciej się idzie.

Wieczorem musieliśmy ustalić trasy, którymi miały iść poszczególne grupy- nos w mapie, przy uchu słuchawka telefonu, wielkie dumanie i niepewność.

Ostatecznie wyklarowały się trzy trasy przejścia: do Morskiego Oka, na Kalatówki i trzecia najciekawsza, całodniowa – od Łysej Polany przez Wiktorówki i Murowaniec aż do ronda kuźnickiego.

O ile 15 grudnia po spojrzeniu za okno nie chciało się wychodzić spod kołdry, o tyle niedziela 17 grudnia była bardzo uroczystym dniem. Mimo pewności . że z rakietami nie ma co się wygłupiać (na trasach śniegu brak), każdy z nas wyczekiwał co to będzie. Osoby spoza ZHP chyba zastanawiały się,  co takiego sprawia, że tylu harcerzy z najdalszych zakątków Polski zjawia się po taki malutki płomień. Jak co roku przez schronisko przewinęło się prawie tysiąc osób! Coraz więcej ludzi napływało do schroniskowej jadalni, znajome twarze ludzi gór, harcerzy i innych osób związanych w jakiś sposób z Głodówką. Najważniejszym momentem było poranne przekazanie  Betlejemskiego Światła Pokoju na granicy słowacko-polskiej. Tam odebraliśmy płomyki i z naftowymi lampami rozeszliśmy się na trasy.

Betlejemskie Światło Pokoju dotarło do Morskiego Oka, na Wiktorówki, do Murowańca, Betlejemki i na Kalatówki. U celu wędrówki, w górskim schronisku spotkaliśmy się z sympatią i miłym przyjęciem gospodarzy. Moko przywitało ekipę miłą atmosferą rozmowy z panią Marią Łapińską. Na Kalatówkach przywitała nas pani Marta Łukaszczyk, która od początku wspierała naszą ideę radą i pomocą. Przy udziale Ujka Staska, studentów WSH z Wrocławia i harcerek światło zostało w tym miejscu w symboliczny sposób przekazane gospodarzom i udostępnione gościom i turystom.

Nasza ekipa dotarła zaś do trzech miejsc, pokonując najdłuższą trasę tego dnia i „wpadając” niemal na wieczorny pociąg do Wrocławia. Udało się to dzięki wytrwałości patrolu Doroty i z pomocą uczynnego górala, Wojtka z Bigosówki. Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom i firmom, które wsparły nasze „rakietowe” szkolenie i pomogły dostarczyć do schronisk ogień symbolizujący dobro i pokój.

Pomogli nam:

Numery archiwalne npm-u można uzyskać po kontakcie telefonicznym z redakcją: 61 869 91 77
Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama