[Gazeta Górska 12] Od kanarka do komputera w walce z białym smokiem. Historia detektorów lawinowych.

Od kanarka do komputera w walce z biaym smokiem. Historia detektorów lawinowych.

Lawiny zawsze zajmowały istotne miejsce w panteonie górskich niebezpieczeństw. Człowiek, chcąc nieco ograniczyć ich wpływ na siebie – zwłaszcza w rejonach alpejskich – szukał sposobów, by im zapobiec lub zminimalizować zagrożenie ze strony spadającej, jak grom z jasnego nieba, lawiny.

Od kiedy góry zimą stały się terenem eksploracji człowieka, zaczęły się zdarzać pierwsze wypadki lawinowe. Pojawiły się też pierwsze pomysły, jak się ratować z lawiny. Zapewne każdemu, kto choć odrobinę interesuje się historią tego tematu,przychodzi na myśl słynna anegdota, jak to Gustaw Kaleński „Tate” (jeden z zakopiańskich narciarzy z początku XX w.) proponował wychodzić na narciarską wyrypę w Tatry z kanarkiem pod czapką. Ten żółty ptaszek miał w razie zejścia lawiny wznieść się w powietrze i wskazywać miejsce zasypania ofiary. Na szczęście wymyślono skuteczniejsze sposoby poszukiwania porwanych przez śnieg. Dziś nikt, wybierając się zimą w góry, zwłaszcza z nartami, nie powinien ruszać się ze schroniska bez lawinowego ABC – detektora, sondy i łopaty. Oto krótka historia, jak doszło do tego, że możemy się posługiwać tymi ratującymi życie cudami techniki.

Rozwój techniki w połowie XX wieku dał zimowym turystom nową broń w tej nierównej walce – fale radiowe i magnetyczne. Pionierem była firma BÄCHLER ze Szwajcarii, która w 1940 roku zaprojektowała nadajnik pracujący na częstotliwości 150 kHz. Współdziałał
on z osobnym odbiornikiem mogącym wykryć go z odległości do 10 m. Na następną odsłonę zmagań elektroników z lawinami trzeba było czekać aż do 1964 roku, kiedy to inna grupa szwajcarskich naukowców opracowała system magnetyczny doczepiany do butów (system VARIAN i FÖRSTER), który mógł być wykryty specjalną sondą – niestety, jej zasięg nie przekraczał 2,5 metra. Równocześnie ze Szwajcarami w Anglii stworzono nadajnik pracujący na 9 kHz, tzw. SKILOK. Jednak i ten nie dawał zadowalających osiągów, „słysząc” ofiarę tylko z odległości 7 metrów.

Przełomem w dalszym rozwoju detektorów lawinowych był wynalazek amerykańskiej firmy LAWTRONICS, która stworzyła pierwsze urządzenie nadawczo-odbiorcze z zasilaniem akumulatorowym. Dzięki oscylatorom kwarcowym o częstotliwości 2,275 kHz jego zakres wykrywania został przedłużony do 20 m. Urządzenie nazwano SKADI. (…)

Więcej w 12 numerze Gazety Górskiej– zapraszam do czytania!

Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama