Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie – Pit Schubert

Data: 2 czerwca 2013 | Kategoria: Recenzje

Ta książka to nie kolejny moralizujący poradnik uczący nas chodzić po górach czy bezpiecznie się wspinać. Jest to bardziej wciągająca niczym kryminalna powieść, spowiedź górskiego detektywa. Nie można bowiem oceniać tej pozycji w oderwaniu od osoby jej autora – Pita Schuberta(notabene z urodzenia wrocławianina) – który był twórcą i długoletnim przewodniczącym komisji bezpieczeństwa UIAA(Międzynarodowa Unia Związków Alpinistycznych), to dzięki niemu mamy jednolite normy dla wielu rodzajów sprzętu wspinaczkowego. Przez ponad trzydzieści lat zebrał on bogaty materiał, którym dzieli się teraz na łamach swej książki.

Tom pierwszy „Bezpieczeństwa…” obfituje w wiele informacji – od podstawowych dotyczących takich zagadnień jak burze w górach, bo bardziej zaawansowane – jak choćby dlaczego nie należy stosować w wielu wypadkach węzła skrajnego tatrzańskiego. Wszystko to bogato ilustruje on zdjęciami z dochodzeń – nie stroniąc przy tym od tych drastycznych, a zarazem prawdziwych do bólu obrazów. Oprócz zdjęć znajdziemy tam wiele praktycznych porad zarówno dla turystów jak i wspinaczy.

Te i inne zalety spowodowały, że oryginał uznaje się, w krajach alpejskich, za biblię bezpieczeństwa w górach – czego dowodzą kolejne wydania czy tłumaczenia.

Nad poprawnością merytoryczną polskiego tłumaczenia czuwał Jerzy Wala – co gwarantuje, że i polska wersja będzie stała na jednolicie wysokim poziomie. Kolejne tomy są to uzupełnienia już poruszonej problematyki w oparciu o najnowsze badania jak i rozszerzenia o nowe zagadnienia związane z turystyką górską. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam tę nową pozycję, byście nie musieli w górach uczyć się na własnych błędach.

 

Spodobał Ci się wpis? Podziel się nim ze znajomymi:

4 komentarzy w Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie – Pit Schubert

  1. Bogusław Kowalski's Gravatar Bogusław Kowalski
    4 czerwca 2013 o 17:53

    No cóż.
    Na temat tej książki, a szczególnie jej tłumaczenia mam „nieco” inne zdanie. Wyraziłem je w Taterniku (2012, 2)

    „Po wielu latach oczekiwań przetłumaczono na polski dzieło Pita Schuberta Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie (2011). Wydawca postanowił podzielić poradnik na trzy części, dotychczas na rynek trafił pierwszy tom. Niestety, przekład jest kiepski, a i sama treść pierwotna budzi wiele kontrowersji. Moim głównym zastrzeżeniem jest dopasowywanie faktów do z góry założonej tezy. Z drugiej strony bardzo pouczające są opisy autentycznych historii, które stają się przyczynkiem do rozważań nad popełnionymi błędami.
    Na mnie największe wrażenie wywarła analiza doskonale przecież znanej katastrofy, która wydarzyła się podczas próby zdobycia Filara Freney. Mam nadzieję, że wydawca przy kolejnych tomach pokusi się o lepszego tłumacza i lepiej przygotowanego konsultanta.”

    Pozdrawiam
    Bogusław Kowalski

  2. Olo's Gravatar Olo
    16 czerwca 2013 o 12:48

    Może i ja dodam swoją opinie. Jeżeli chodzi o początkujących alpinistów, to książka jest bardzo dobra, prosto napisana i pokazująca przykłady z życia. Natomiast jeżeli ktoś już się zajmuje tą tematyką to nie dowie się z niej nic nowego.

  3. Bogusław Kowalski's Gravatar Bogusław Kowalski
    18 czerwca 2013 o 11:54

    Sebastianie
    Moje uwagi odnośnie tłumaczenia poparte są opiniami znawców języka niemieckiego, a zarazem wspinaczy z kilkudziesięcioletnim stażem.

    Pozwolę sobie zamieścić tu fragment mojego listy, w którym odmawiam napisania szczegółowej recenzji. Miłej lektury:

    W trakcie szczegółowej lektury „Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie” Pita Schuberta znalazłem ponad 200 błędów merytorycznych, logicznych i językowych (mających wpływ na zrozumienie tekstu, a tym samym bezpieczeństwo czytelnika.
    Przygotowanie szczegółowego omówienia – listy błędów, wraz z komentarzami – książki Pita
    Schuberta daleko wykracza poza zwyczajową formę recenzji. Obszerność niezbędnego opracowania
    prostującego błędy podręcznika pozwalałoby mi na żądanie wynagrodzenia za wykonaną pracę.
    Dostarczenie szczegółowej recenzji wiązałoby się z bezpłatną pracą na rzecz wydawnictwa, które powinno poczynić starania o jak najlepszą jakość wydania książki Schuberta. Dlatego nie zamierzam społecznie dokonywać korekty, a ograniczę się wyłącznie do podstawowych zarzutów wobec polskiego wydania „Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie”
    Przede wszystkim odczuwalny jest fakt, iż książka jest zbiorem pojedynczych artykułów wewnętrznego pisma DAV, kompletowanych na przestrzeni lat. Zaważyło to na konstrukcji materiału, wielokrotnych powtórzeniach tych samych tematów: przecieranie się lin i taśm, zagrożenia wynikające z używania zastanego w ścianie sprzętu, zagrożenia wynikające ze zjazdów.
    Kompilacja pojedynczych artykułów bez gruntownej analizy spowodowała, iż tekst jest niespójny i
    nieprzemyślany.
    Kolejny zarzut wiąże się z faktem, iż doświadczenie Pita Schuberta kończy się na przełomie lat 80 i 90 dwudziestego wieku. W związku z tym nie dość, że brak jest obecnie stosowanego sprzętu (na przykład przyrządy wielofunkcyjne typu reverso) to bez związku z obecnie stosowaną praktyką autor opisuje problemy wynikające z obsługą ósemki, brakiem uprzęży piersiowej itp.
    Przypominam, iż przyrząd ósemka do asekuracji stosuje się głównie w krajach niemieckojęzycznych
    oraz w Czechach. Z moich obserwacji wynika, iż ósemki używają głównie wspinacze starszej daty.
    Zgodnie z obecnymi trendami i zaleceniami UIAA uprzęże piersiowe, a poprawniej byłoby napisać
    pełne uprzęże, stosuje się ze względu na kształt ciała: otyłość lub brak różnicy między biodrami, a
    talią (np. dzieci) oraz w przypadku wspinaczki z ciężkim plecakiem. Zupełnie kuriozalny jest
    obszerny rozdział o rolkach użytych na stanowiskach wędkowych. Pomimo ponad
    dwudziestoletniej praktyki wspinaczkowej i po 16 sezonach pracy instruktorskiej w skałkach i w
    górach nie spotkałem z podobnym przypadkiem.
    Autor dopasowuje wypadki do założonej tezy, czego dowodem jest zdjęcie ze strony 66, gdzie nie ma jasności, czy denat uderzył głową w skałę (lecąc w pozycji odwróconej) podczas swobodnego lotu, czy też już w czasie hamowania (działania liny). Często zdarza się, że podczas odpadnięcia wspinacz leci głową w dół i wówczas następuje zderzenie ze skałą. Powrót do pozycji
    pionowej następuje w wyniku hamowania – działania na wspinacza liny. Lecąc swobodnie w dół w
    odwróconej pozycji spadający może uderzyć głową. I nie ma na to wpływu posiadanie lub brak
    uprzęży piersiowej. Z pewnością powtarzany przez Schuberta anachronizm o konieczności
    używania uprzęży piersiowej nie jest poparty rzetelnymi badaniami o faktycznych przyczynach
    urazów w trakcie lotu w pozycji głową w dół. Ilustracją tej tezy jest zdjęcie denata, który nie przeżył 30 metrowego lotu. Niestety nie ma słowa o obrażeniach zmarłego, w opisu wiemy, że spadł w wyniku uderzenia pioruna, a na jego ciele nie ma śladów poparzenia.
    Schubert podsumowuje te zagadnienie zaleceniem opartym na wrażeniu: „Oprócz uprzęży biodrowej zakładajmy uprząż piersiową zawsze wtedy, gdy spojrzawszy w dół mamy wrażenie, że lepiej by było nie odpaść od ściany, niezależnie od tego, czy możemy uderzyć w trakcie lotu o skałę, czy nie.”
    Przyznaję, że trudno mi to skomentować. Wiem też na pewno, że nie potrafiłbym w zrozumiały sposób przekazać takiego zalecenia swoim kursantom.
    Autor w sposób zatrważający błądzi w kwestiach mechaniki. Dowodem na to są błędne opisy rozkładu sił działających na układ asekuracyjny oraz wspinaczy. Na domiar złego za błędami autor podaje zalecenia „optymalnych” technik zjazdu i asekuracji. Schubert opisując zdarzenia podaje głównie długość lotu nie uwzględniając istotnego przecież dla skutków współczynnika odpadnięcia, czy też pomijając tarcie na przelocie, który „utrzymał” lot. Brak tych danych powoduje oczywistą nie tylko dla profesjonalisty nieczytelność przekazu.
    W książce wielokrotnie mamy do czynienia z pomieszaniem terminologii, czego najbardziej
    drastycznym przykładem jest zrównanie opuszczania ze zjazdem. Jak wiadomo są to odmienne techniki powrotu do podstawy ściany, a i siły wyzwalane podczas obu operacji są diametralnie różne. Schubert zamiennie używa określenia lina bliźniacza i lina połówkowa, które posiadają
    przecież odmienne parametry wytrzymałościowe. A co za tym idzie mają różne zastosowanie (lina
    bliźniacza nie może być stosowana, jak połówkowa – dwutorowe prowadzenie żył).
    W treść książki wplecione są nieistotne wątki o dalszych losach poszkodowanych w wypadkach. Może ma to sens w przypadku czasopisma, ale tworząc podręcznik należałoby się skupić na kwestiach merytorycznych o nie życiowych perypetiach osób po wypadku. Przytoczone historie są dowodem na to, że treść pochodząca z publikacji DAV nie została prawidłowo wyselekcjonowana.
    Z uśmiechem, ale również z osłupieniem przeczytałem, iż Schubert szczyci się faktem, iż nie dopuścił do stworzenia regulaminu ścianki wspinaczkowej na której zdarzył się wypadek. Dziś brak takiego regulaminu byłby w przypadku nieszczęśliwego zdarzenia przyczyną do pociągnięcia do odpowiedzialności gospodarza obiektu.
    A już zupełne przerażenie ogarnia, gdy czyta się informację, iż lina nie ma prawa zerwać się w czasie pracy „na wędkę”. Zaprzeczeniem tego twierdzenia są przykłady z życia.”

Zostaw komentarz

CommentLuv badge
Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama