Czy to na pewno deregulacja?

Data: 22 marca 2012 | Kategoria: Osobiste

Media wrzą na temat deregulacji, a domysłów i politycznych wyścigów nie widać końca…

Jednak ostatnio na stronach ministerstwa znalazłem niepokojące wieści, przeczące ogólnej zasadzie mające rządzić tą ustawą .

Otóż na wstępie muszę powiedzieć, że sam pomysł choć nie nowy jest bardzo dobry! Nie widzę potrzeby reglamentowania branży taksówkarskiej czy sprzedaży nieruchomości. Tak samo uważam w przypadku przewodnictwa nazwijmy to oględnie „wyżynno- nizinno- miejskiego” nie ma większego sensu i znaczenia. Dowodem tego jest przykład takich krajów jak Niemcy czy Szwajcaria. Jedynym rodzajem przewodnictwa, gdzie regulacje są usprawiedliwione tzw. dobrem publicznym jest przewodnictwo górskie.

Jednak chyba w tym nasze ministerstwo przesadziło nieco, bowiem w projektach ustaw możemy znaleźć takie oto rzeczy:

http://bip.ms.gov.pl/pl/projekty-aktow-prawnych/pozostale/download,1742,0.html

ust. 5 otrzymuje brzmienie:
„5. Zadania polegające na prowadzeniu i szkoleniu turystów podczas wyjść wspinaczkowych i alpinistycznych oraz zjazdów narciarskich i snowboardowych w szczególności poza zorganizowanymi terenami turystycznymi i narciarskimi, a także podczas pokonywania stromych koryt rwących potoków górskich i wodospadów przy użyciu technik alpinistycznych bez sprzętu pływającego (canyoning) mogą wykonywać przewodnicy górscy, którzy przeszli uzupełniające szkolenie do prowadzenia wycieczek w warunkach wysokogórskich oraz osoby legitymujące się certyfikatem UIAGM.”

 

Widać od razu pewnego rodzaju absurd wynikający z tego zapisu  np. UIMLA nie mogłaby poprowadzić własnymi siłami kursu, bo występują tam elementy alpinizmu, albo „n.p.m. -magazyn turystyki górskiej” swojego corocznego biwaku zimowego bo jest tam hamowanie czekanem i chodzenie w rakach.

 

Tak samo instruktorzy taternictwa, alpinizmu czy narciarstwa wysokogórskiego mogą  stracić prawo do wykonywania tego zawodu (jak widać szkolić beda mogli tylko międzynarodowi przewodnicy wysokogórscy i „doszkoleni” przewodnicy górscy)- nawet w przypadku wspinaczki skałkowej(„wyjście wspinaczkowe”- bez dookreślenia gdzie ono ma być – w dolinki, w góry czy może w ogóle na sztuczną ściankę).
Pomijam oczywiście fakt, że w razie literalnego zastosowania tej ustawy nastąpiło działanie prawa wstecz…

 

Z jednej strony mówi się o deregulacji, a tutaj nagle mamy kolejną regulację już wcześniej uwolnionego zmianami ustawowymi zawodu instruktora wspinaczki skalnej, a właściwie bardzo mocne ograniczenie dostępu do tej profesji.

 

Jest to także krok w tył względem obecnego rozporządzenia dopuszczającego u przewodników tatrzańskich, beskidzkich i sudeckich poruszanie się zimą różnymi sposobami w tym na nartach.

 

Jednym słowem zamiast deregulacji- mamy kolejne zaciśnięcie kołnierza i to w bardzo negatywny sposób…

 

Post scriptum:
Osobiście skupiłbym się na stworzeniu sytuacji w przypadku przewodnictwa , iż pozostałyby egzaminy państwowe na zasadzie dobrowolności- z jednej strony wpisywałoby się to w działania deregulacyjne, pozwalałoby działać na rynku ludziom dla których taki papier nie jest potrzebny do udzielania odpowiedniej jakości świadczeń, a z drugiej dawałoby bardzo silny argument wszystkim w konkurowaniu na rynku, którzy chcieliby mieć formalne potwierdzenie swoich umiejętności. W przewodnictwie górskim pozostawiłbym obowiązkowy egzamin, ale kurs jeśli też miałby być obligatoryjny, winien jak w przypadku UIAGM i UIMLA skupiać się na technice chodzenia po górach, a nie krajoznawstwie. Jednym słowem kompromis.
Zapraszam do komentowania i przedstawienia Waszego zdania!

Spodobał Ci się wpis? Podziel się nim ze znajomymi:

Trackbacks/Pingbacks

  1. […] Sebastian zabrał głos w dyskusji o pomysłach na deregulację zawodu przewodnika, pilota i wszystkich okolicznych. Muszę przyznać, że w większości się z Nim zgadzam ale ja mam jednak bardziej wolnościowe podejście i poszedł bym jeszcze trochę dalej. Postaram się w najbliższych dniach napisać kilka słów na ten temat, a tym czasem zerknijcie do wpisu Czy to na pewno deregulacja? […]

5 komentarzy w Czy to na pewno deregulacja?

  1. Krzysiek Szafraniec's Gravatar Krzysiek Szafraniec
    30 marca 2012 o 11:08

    Uważam,że wielkim błędem jest mieszanie bezpieczeństwa w górach z krajoznawstwem. W górach należało by zostawić obowiązkowe certyfikaty, o przeszkoleniu w zakresie szeroko pojętego bezpieczeństwa, sprawdzeniu umiejętności ściśle górskich. Resztę certyfikatów zostawić (miejskich również), jako państwową gwarancję jakości.
    Moje uwagi do przewodnictwa górskiego rozszerzyłbym na inne tereny również, wszędzie tam gdzie jest bezpieczeństwo zależy od przewodnika, jak kajakarstwo, kolarstwo (ale z umiarem) itd.

  2. Gonia's Gravatar Gonia
    5 kwietnia 2012 o 14:16

    Nie mamy na wyposażeniu w sobie czegoś takiego jak samozaparcie (a jeśli ktoś ma, to jest wyjątkiem potwierdzającym regułę). A takowe potrzebne jest do tego, by – przy uwolnieniu zawodu – przeszkolić się na kursie, mimo wszystko-dla własnej wiedzy,dla samego siebie. Czyli rozsieją nam się przewodnicy – wszędzie: w górach,w miastach, którym tylko wydaje się, że wiedzą co robią. A najgorzej, jak się coś komuś wydaje.

  3. Hołek's Gravatar Hołek
    28 maja 2012 o 18:28

    Jestem jak najbardziej zwolennikiem deregulacji. Oczywiście prowadzonej w rozsądny sposób – a nie ograniczającej pod przykrywką uwolnienia zawodów.

    Jeśli chodzi o obowiązkowe egzaminy, to co rozumiesz przez „dobro publiczne” jeśli chodzi o egzaminy państwowe? Obowiązek takich egzaminów, jak sam wiesz, na każdym szczeblu generuje korupcję i kumoterstwo. Inną sprawą jest to, że niektóre certyfikaty czy zrzeszenia przewodników będą się cieszyły większym zaufaniem klientów.

    Dobrowolne egzaminy są zdecydowanie lepszym pomysłem – ale tu też państwo będzie kreowało się na instytucję, która najlepiej ocenia przewodników (tak samo jak najlepiej ocenia studentów, prawników, lekarzy itp.) – co może być zagrożeniem.

    @Krzysiek – wydaje mi się, że obejmowanie kolejnych profesji obowiązkowymi egzaminami nie ma najmniejszego sensu – z powodów, które wymieniłem powyżej.

    @Sebastian – to chyba zdecydowanie zły pomysł. Tak jak niedługo nie będzie można bez zgody używać słowa „apteka”.

    @Gonia – ale samozaparcie będą wymuszać klienci. I niby czemu państwowi urzędnicy – ludzie tacy jak my – mają większą wiedzę o tym, kto zasługuje na to, żeby powierzyć mu grupę, a kto nie?

  4. Piotr's Gravatar Piotr
    21 lipca 2012 o 18:02

    Trochę odświeżam stary post ale…

    Całe to zamieszanie ze znoszeniem regulacji w różnych zawodach to typowy marketingowy ruch. Przejdą pewnie te najmniej wymagające. Nikt chyba nie dopuszcza aby np zawód notariusza(choć tutaj będzie lobby środowiska) mogła by wykonywać osoba bez przeszkolenia, taki sam przypadek jest z przewodnikami górskimi.

    Trochę nasi politycy pomachają tym dokumentem a wyjdzie jak zwykle to samo.(albo prawie to samo)(Z całym szacunkiem i moją sympatią do liberalizowania prawa)

Zostaw komentarz

CommentLuv badge
Sebastian Fijak
Witam serdecznie!

Zapraszam do wspólnych wędrówek po najpiękniejszych oraz najciekawszych zakątkach Polski i całej Europy.

Na mojej stronie odnajdziesz propozycje eskapad. Gwarantuję, że są to bardzo nieszablonowe wyprawy, w trakcie których poczujesz moc przygody...
sebastian@fijak.pl + 48 784 076 948

Współpracuję

Ostatnie komentarze

Reklama